aby byli jedno

Advertisements

przyczyny odejscia od kosciola katolickiego

Najczesciej zaslyszane przyczyny i komentarze dotyczace odejscia od kosciola katolickiego i przylaczenia sie do kosciola chrzescijanskiego nie-katolickiego lub wspolnoty eklezjalnej (lokalnej grupy  lub sieci “ponad” denominacyjnej), wyrazone w terminologii znajomej srodowiskom ewangeliczno-charyzmatycznym :-):

  1. mieliśmy dość marazmu, tradycji i fasady w kościele
  2. napotkani przez nas księża, którzy powinni być specjalistami od życia duchowego, byli raczej nieudolnymi opiekunami parafii, w których nic się nie działo
  3. nikt tak naprawdę nie znał się na Biblii
  4. nikt nie pokazywał nam jak żyć w świętości na codzień
  5. w niedzielę słyszeliśmy więcej listów biskupów do wiernych niż kazań na tematy bliskiej relacji z Jezusem
  6. brak żywego uwielbienia zastąpiony odklepywaniem koronek, różańców i pacierzy zniechęciło nas do modlitwy proponowanej w kościele
  7. po wnikliwym studium biblijnym nie mogliśmy się już zgodzić na chrzest niemowląt, odpusty, modlitwy do Maryji i świętych, uwielbienie Eucharystii, ofiarę Eucharystyczna, Biblię plus tradycję, nieomylność i ostateczny autorytet papieża, sukcesję apostolska, wiarę na podstawie uczynków, dogmaty maryjne, księgi apokryficzne
  8. brak żywej obecności Ducha świętego w kościele katolickim lub w większej jego części sprawił, że zniechęciliśmy się do form proponowanego tam uwielbienia i nabożeństw oraz nie mogliśmy mieć zaufania do pasterzy, którzy nie mieli pojęcia o kierownictwie duchowym
  9. brak rozeznania wśród liderów wspólnot lub ich kompromis z prawdą ze względu na strach przez przełożonymi w kościele (proboszcz, biskup)
  10. napotkaliśmy całkowity brak zrozumienia wśród hierarchii kościoła, nasze nieporozumienia wynikały z innego rozeznania i doświadczenia życia w Bogu
  11. chcieliśmy być bliżej Jezusa, poznać Go i pójść na całość
  12. doświadczyliśmy działania Boga żywego poza kościołem i przekonaliśmy się, że nie może być On zamknięty lub ograniczony tylko do kościoła katolickiego
  13. spotkalismy ludzi, ktorzy tak blisko znali Boga, nasladowali Chrystusa i byli napelnieni Duchem Sw., ze pragnelismy podazyc za nimi, chociaz nie byli on katolikami
  14. doświadczyliśmy fizycznego, wewnętrznego lub duchowego uzdrowienia poza kościołem; doświadczyliśmy niesamowitej wierności Bożej dopiero po zerwaniu więzów z kościołem katolickim
  15. przestając przystępowania do sakramentów i uczęszczania na Mszę nie oznaczało, że odeszliśmy od uniwersalnego kościoła Chrystusa, lecz jesteśmy nadal w Jego kościele, a on jest Jego głową
  16. nie mogliśmy przynależeć do organizacji, która słownie i oficjalnie wyznaje lojalność Chrstusowi , lecz sercem jest daleko od Niego
  17. zrozumieliśmy, że kościół Chrystusa jest zbiorem przeróżnych lokalnych wspólnot zgadzających się na wyznanie podstawowych prawd chrześcijańskich; dążymy do jedności z innymi niekatolickimi kościołami chrześcijańskimi, zwracając uwagę na to, co nas łączy, nie na to, co nas dzieli; szanujemy kościół katolicki, lecz wierzymy, że nie jest on kościołem, w którym możemy wzrastać
  18. byliśmy we wspólnocie, lecz jej przywódcy, z różnych względów, nie wybrali podążenia za Bogiem, a my nie mogliśmy pozostać w niewoli, kiedy zasmakowaliśmy wolności
  19. cała nasza wspólnota rozeznała, że kolejnym krokiem w naszej ziemskiej pielgrzymce jest odejście od instytucjonalnego kościoła, a zbudowanie żywego kościoła lokalnego, opartego na opisie kościoła nowotestamentalnego jest naszym powołaniem ( mieliśmy przy tym potwierdzenia  z odrębnych źródeł), doświadczamy takiego błogosławieństwa Bożego, że jesteśmy pewni obranej drogi
  20. samo nauczanie kościoła katolickiego nie jest złe, lecz w praktyce kościół odbiegł tak daleko od samego Jezusa, że tradycja zagłuszyła Słowa prawdy; to, co widzimy nie przypomina w niczym kościoła opisanego w Biblii

Jakie byly Twoje?

dodane z komentarzy:

  • crimen sollicitationis – dokument Watykanski z 1962 roku nakazujacy utajnianie spraw podczas prowadzenia sledztwa kanonicznego w sprawie wykroczen seksualnych kleru, nie zabraniajacy jednak wspolpracy z organami scigania
  • SNAP -the Survivors Network of those Abused by Priests.
  • Kosciol Katolicki nie rozliczyl sie ze wspolpracy z tajna policja i wywiadem rezimow totalitarnych. W jej wyniku szkody doznali nie tylko zwykli ludzie ale w wielu przypadkach szereg duchownych, piastujacych wazne funkcje, pomagalo przesladowac ksiezy pomagajacych opozycji. Vide: x. Chojnacki, Isakowicz-Zaleski, Popieluszko, Jancarz (nie bez powodu nazywal Episkopat – KC w fioletach) i wielu innych. Kosciol dzis z pomoca sprzyjajacych im osob we wladzach i odpowiedzialnych instytucjach blokuje otwarcie dokumentow. Komisje koscielne majace badac te sprawy okazaly sie wielka fikcja…
  • Niechec do rozliczenia pedofilii takze przypadkow w Polsce, ktore jak wybuchna, mocno wstrzasna polskim Kosciolem

unity. part 6

The text is taken from Ecumenism without Compromise by Peter Kreeft
wersja polska poniżej, części poprzednie gdzieś na blogu

Recap and Example

Let’s go through the whole thing one more time in a somewhat different way because it’s an apparently an impossible, unbelievable point: this hope for ecumenical reunion without compromise.

Already ecumenism has defied predictions and expectations.  Apparently easy bridges have not been built, for example between Catholics and Orthodox.  While apparently impossible ones have been built, for instance the Catholic-Lutheran agreement on Justification.

In my individual experience I find the same surprising principle to be true.  I often find more mutual understanding between myself and a fundamentalist Southern Baptist who sincerely believes I am worshipping the great whore of Babylon and on my way to Hell, or with a Muslim who uncompromisingly rejects my belief that Christ is Lord as utter pagan blasphemy, than I find with some active Catholic laity, nuns, especially ex-nuns, priests and even bishops!  As fellow Catholics we may agree on more articles of faith than I do with the Protestant or the Muslim, yet I sense we disagree more fundamentally than I do with the Protestant or the Muslim, and not just by personal temperament.
Here’s a mystery and when I try to unravel it, here’s what I came up with.

Let’s begin at the beginning with God, and the nature of God, and the will of God.  God is Love and God wills above all for us all to enter into that Love forever: to incorporate us into the very mystery of the life of the Trinity.  Everything that God does, from banging out the big bang, to incarnating His own Son, to arranging for each and every hair that falls from our head, everything He does is done for that end.  Now with this general and very Heavenly principle in mind, let us look at something very earthly and very particular.

Let’s look at the ecumenical situation in a very local time and place.  Latin America today.  Catholics are complaining that Evangelical, Fundamentalist, and Pentecostal sects are stealing sheep.  Protestant sects are growing and Catholic percentages are declining.  Well, instead of complaining, let’s look deeper at the reality.  Why is this happening?  I think the ultimate reason is because God is Love.  Because God wills to draw all men to Himself.  Because of that spiritual gravity, because nature abhors a vacuum, spiritually as well as physically, and because the Catholic Church has been so remiss in giving God’s children the fullness of the spiritual food that God has given the Church to give out, therefore, the children have been going elsewhere to eat it.

And God has allowed this because God is a good father.  And a good father would rather see his children go away from home and live, than stay home and die.  Of course things are not that simple, of course motives for leaving the Church and joining the sects are many and mixed and some are simply bad, but still I think the main force that’s driving these events is in the realm of the spirit is the Spirit.  When these sheep find little or no Christ in the Catholic Church, whoever’s fault that is, and find Christ more really in a sect, more really objectively and not just subjectively, and certainly not just emotionally, then they’re moving closer to and not farther from the fullness of the Catholic faith.  They may have left the Eucharist, the real presence of Christ in the Catholic Church, and that is the fullest presence of Christ in this world, but they did not know the Person who is present there, and whose body they ate with their bodies, but not with their souls.

When these starving sheep leave home to find the manna of Christ in the sects, they are learning the lesson one that should have learned as Catholics but didn’t.  And that lesson one is the only possible foundation for lesson two and three and four.  That is, the fullness of the faith that the Catholic Church has, the building, rests on one foundation.  As Catholics, these people may have gotten the real presence of Christ in the Eucharist, but they didn’t get the real presence of Christ in their hearts and in their lives.  They got the upper stories of the Catholic skyscrapers, but not the foundation.  Not the faith and the hope and the love relationship with Christ as Lord and Savior.  Therefore, in order to become good Catholics, they must first become good Protestants.

 

Podsumowanie i Przykład

Przejdźmy przez nasz tok myślenia jeszcze raz w nieco inny sposób, gdyż jest to prawdopodobnie niemożliwe i trudne do uwierzenia, aby nadzieja na jedność ekumeniczną oparta była na bezkompromisowości.

Sam ekumenizm definiuje założenia i oczekiwania. Okazuje się, że biorąc pod uwagę np. katolików i prawosławnych, to można stwierdzić, że nie istnieją żadne proste mosty połączeń . Okazuje się także, że mosty niemożliwe do wyobrażenia zostały już zbudowane, dla przykładu podajmy porozumienie katolicko luterańskie na temat usprawiedliwienia.

W moim osobitym doświadczeniu znajduję również te same zaskakujące zasady. Często znajduję więcej wspólnego zrozumienia z fundamentalistycznym południowym baptystą, który szczerze wierzy, że czczę wielką nierządnicę Babilonu i zdążam do piekła, lub z muzułmaninem, który bez dwóch zdań odrzuca moją wiarę w Chrystusa jako Pana określając ją jako pogańskie bałwochwalstwo, niż mógłbym znaleźć pośród aktywnego laikatu katolickiego, wśród zakonnic, szczególnie byłych zakonnic, księży a nawet biskupów! Wielokroć będąc pośród braci katolików jestem w stanie zgodzić się z nimi na więcej artykułów wiary, niż z protestantem lub muzułmaninem, lecz odczuwam z nimi większą niezgodę niż z protestantem czy muzułmaninem, i nie dotyczy ona tylko temperamentu osobistego. I oto tu leży tajemnica, a kiedy próbuję ją zrozumieć, oto do czego dochodzę.

Zacznijmy od samego Boga, Jego natury i Jego woli. Bóg jest miłością i pragnie ponad wszystko, abyśmy wkroczyli w Jego miłość: abyśmy zostali włączeni w samo misterium życia Trójcy. I wszystko, co czyni Bóg, zdąża do tego jednego końca: od wybuchu big bang, przez wcielenie własnego Syna, po ułożenie każdego włosa, który spada nam z głowy.  Przyjmując takie ogólne i niebiańskie założenie, spójrzmy teraz na coś bardziej ziemskiego i szczególnego.

Przyjrzyjmy się sytuacji ekumenizmu w konkretnym czasie i miejscu, a mianowicie we współczesnej Ameryce Płd. Katolicy narzekają, że ich procent umniejsza się. Zamiast narzekać, spójrzmy głębiej na rzeczywistość. Dlaczego się właśnie tak dzieje? Myślę, że główną przyczyną jest sam Bóg, który jest Miłością. Gdyż Bóg pragnie przyciągać ludzi do Siebie. Z powodu tej właśnie duchowej grawitacji, z powodu tego, że ludzka natura nienawidzi próżni, duchowej i fizycznej, i z powodu tego, że kościół katolicki odpuścił sobie w dziedzinie przekazu pełni duchowej Bożym dzieciom, dlatego dzieci zaczęły chodzić gdzie indziej, aby się pożywić.

Bóg zezwala na to, gdyż jest dobrym ojcem. A dobry ojciec chciałby raczej, aby jego dzieci odeszły z domu i żyły, niż zostały w domu i umarły. Oczywiście, że nie jest to takie proste; oczywiście, że odchodzenie od kościoła i przyłączanie się do sekt ma różne i wielorakie podłoże i niektóre z nich są po prostu złe, lecz cały czas myślę, że główną przyczyną, dla których się to dzieje w duchu jest sam Duch. Kiedy owce te znajdują mało lub niewiele Chrystusa w kościele katolickim, bez względu na to, czyja jest to wina, a znajdują Chrystusa bardzieh w sektach, bardziej w sposób obiektywny, niż subiektywny, a na pewno nie wyłącznie emocjonalny, to wtedy zbliżają się oni tak na prawdę do pełni kościoła katolickiego, zamiast się od niej oddalać. Może zostawili oni Eucharystię, prawdziwą obecność Chrystusa w kościele katolickim, a jest to najpełniejsza obecność Chrystusa w świecie, lecz wcześniej nie znali oni Osoby tam obecnej, a przyjmując Go ciałem nie przyjmowali Go duszą.

Kiedy te wygłodzone owce zostawią dom aby znaleźć mannę Chrystusa w sektach, uczą się pierwszej lekcji, której powinni się nauczyć jako katolicy, lecz jej się nie nauczyli. A ta pierwsza lekcja jest jedynym możliwym fundamentem do lekcji drugiej i trzeciej i czwartej. Pełnia wiary kościoła katolickiego jest oparta na tym fundamencie. Jako katolicy, ludzie ci być może przyjęli prawdziwą obecność Chrystusa w Eucharystii, lecz nie przyjęli prawdziwej obecności Chrystusa w swych sercach i życiu. Weszli oni na wyższe piętra katolickich drapaczy chmur, lecz nie zaliczyli fundamentów. Zabrakło wiary, nadzieji i miłości w relacji z Chrystusem jako Panem i Zbawicielem. Dlatego też, aby zostać dobrymi katolikami, muszą najpierw stać się dobrymi Protestantami.

 

 

Share this Post

jeden kościół?

Większość osób przechodzących z kościoła katolickiego do innego kościoła chrześcijańskiego, staje przed problemem określenia swojej tożsamości odzwierciedlającej przynależność do określonej formacji duchowej. W końcu wyjście z kościoła szczycącego się największą liczbą członków na ziemi oraz najdłuższym nieprzerwanym okresem istnienia, to nie byle co!

Ci, którzy postrzegają kościół katolicki jako Babilon (przyczyny odejścia są więc bardziej teologiczne), mogą odetchnąć z ulgą, gdyż wydostanie się spod religijnej zwierzchności daje im poczucie niezależności (w końcu stoi przecież jak byk, że Duch św. we wszystkim nas pouczy i nie potrzebujemy innych mądrali:

1 J 2,27

Co do was, to namaszczenie,
które otrzymaliście od Niego, trwa w was
i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo,
ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim.).

Ci, którzy zostali zewangelizowani przez braci odłączonych, ale w kościele bywali z okazji chrztów i ślubów, nie przeżywają wielkich micyji, tylko cieszą się, że w końcu są zbawieni i mogą świadomie przeżywać swoją wiarę.

Ci, którzy chyłkiem prześlizgnęli się do jakiegoś niekatolickiego chrześcijańskiego kościoła lokalnego, najczęściej ze względu na znalezienie odpowiedzi na swoje problemy czy pytania, są najczęściej pocieszani twierdzeniami, iż kościół jest tam, gdzie dwaj albo trzej gromadzą się w Jego imię. No i że kościół to my, a nie instytucje czy budynki, i że wszyscy świadomi (nowo narodzeni) chrześcijanie są członkami kościoła Jezusa. I po krzyku.

reszta tu

Share this Post

unity. part 5

wersja polska poniżej
part 1 part 2 part 3 part 4

Why Not Now?

Well, if God can do this, if God can effect an ecumenical reunion, why not now?  Why does he delay?  God never delays.  Well then if the teachings of the Church are true, why doesn’t God convince Protestants of those truths?  I think the reason is spiritual and personal, more than theological.

Why should God let Protestants become Catholics when many Protestants, perhaps most, already know Christ more intimately and personally than many Catholics, perhaps most!  How can God lead Protestants home to the fullness of faith in the Catholic Church until the Catholic Church becomes that fullness that they knew as Protestants plus more, not any less!  When Catholics know Christ better than Protestants do, when Catholics are better Protestants than Protestants, then Protestants will become Catholics in order to become better Protestants!

When Catholics are evangelized, Protestants will be sacramentalized.  But not before!  Evangelizing comes first.

So I think we Catholics have to change first.  But that change involves not the slightest compromising with anything Catholic: no dumbing down of the faith and no addition from without, no paganization nor secularization nor negation not weakening.  Only a rediscovery of our own essence from within.  Frankly, it is the Protestants who are going to have to add to the doctrines they rejected by seeing them differently.  What we have to add, or rather, rediscover is something even more important then doctrines: namely the relationship that we have neglected.  A truer relationship with a person is even more important than a truer concept about him.  So that point will probably make many Protestants cheer.

But any good Protestant who is hearing this ought to protest one thing I said a few moments ago: namely that Protestantism is essentially a protest movement, essentially negative.  Protestants defend Protestantism as essentially positive.  Why?  Not because it doesn’t have a pope or Transubstantiation or purgatory or rosary, that is negative.  But because it knows Christ, because its essence is the absolute all-sufficiency of Christ.

But that means that good Protestants are Protestants for exactly the same good reason that good Catholics are Catholic: out of fidelity to Christ.  So if the Protestant and the Catholic are both totally sincere about this Christocentrism, If both sections of Christ’s orchestra want only to follow the baton of Christ the one conductor, and if they never yield on this holy fanaticism of love and loyalty to Christ, then they will play in harmony.  For we know that Christ’s will is harmony, and unity.  Look at that most intimate glimpse of the inner life of the Trinity that we have in Scripture: Christ’s high priestly prayer to His Father just before His death in John 17.  Unity is central to it.  Departure from Christ was the fundamental cause of the Church’s tragic divisions in the first place.  Another word for departure from Christ is “sin.”  Therefore, return to Christ will be the cause of the Church’s return to unity.  That is simple logic.  I could put that into a syllogism.  It is also simple sanity and sanctity.  Another word for “return to Christ” is “sanctity.”

When bishops and theologians become saints, then Catholics will become Evangelicals and Evangelicals will become Catholics.  When both Protestants and Catholics become saints they will become one.  For a saint means only an “alter Christos,” another Christ, a little Christ, and Christ is not divided.  Christ’s body is not divided.  When Christ comes at the end of the world to marry His Church, He will not be a polygamist.  The Church will not be His harem.

Taken from Ecumenism without compromise by Peter Kreeft

Dlaczego nie teraz?

Jeżeli więc Bóg może to uczynić, jeżeli Bóg może wpłynąć na zjednoczenie ekumeniczne, dlczeo nie miałby uczynić tego teraz? Dlaczego zwleka? Bóg nigdy nie zwleka. Jeżeli więc nauczanie kościoła jest prawdziwe, dlaczego Bóg nie przekona protestantów do tych prawd? Sądzę, że przyczyna tkwi bardziej w sprawach duchowychi osobistych, niż w teologicznych.

Dlaczego Bóg miałby pozwolić protestantom stać się katolikami, kiedy to protestanci, a prawdopodobnie przynajmniej większość z nich, zna Chrystusa bliżej i bardziej osobiście niż wielu katolików, a prawdopodobnie niż większość z nich! Jak Bóg miałby prowadzić prostestantów do domu, do pełni wiary w kościele katolickim, jeżeli kościół katolicki nie jest pełnią przez nich poznaną wcześniej plus czymś więcej, a nie mniej! Kiedy katolicy znają Chrystusa bliżej niż protestanci, kiedy katolicy bądą lepszymi protestantami niż sami protestanci, wtedy protestanci staną się katolikami, aby zostać jeszcze lepszymi protestantami!

Kiedy katolicy będą ewangelizowani, protestanci będą “sakramentalizowani”, lecz nie wcześniej!  Ewangelizacja musi być pierwsza.

Myślę więc, że to my, katolicy musimy się zmienić jako pierwsi. Zmiana ta nie zawiera jakiegokolwiek kompromisu ze strony katolicyzmu: żadnego ogłupiania wiary, żadnych dodatków, żadnego pogaństwa ani sekularyzacji ani też negacji lub osłabiania. Tylko ponowne odkrywanie naszej istoty od wewnątrz. Mówiąc szczerze, to protestanci będą musieli dodać parę wcześniej odrzuconych doktryn, które rozumieli inaczej. Co my musimy dodać, lub raczej, odkryć na nowo jest ważniejsze niż doktryny: relację, którą zaniedbaliśmy. Prawdziwsza relacja z osobą jest ważniejsza, niż prawdziwsza idea na temat tej osoby. Ten punkt na pewno zadowoli wielu protestantów.

Lecz każdy porządny słyszący to protestant powinien zaprotestować przeciwko jednej rzeczy, o której wspomniałem: a mianowicie przeciwko temu, że protestantyzm jest zasadniczo ruchem protestującym, zasadniczo więc negatywnym. Protestanci bronią protestantyzmu jako zasadniczo pozytywnego. Dlaczego? Nie dlatego, że nie posiadają papieża, transubstancjacji, czyśćca czy różańca, gdyż są to elementy negatywne. Ale dlatego, że znają Chrystusa, gdyż istotą protestantyzmu jest samowystarczalność Chrystusa.

Oznacza to więc jednak, że dobrzy protestanci są protestantami z tego samego powodu, z którego katolicy są katolikami: z powodu wierności Chrystusowi. Jeżeli więc zarówno protestant jak i katolik są szczerze chrystocentryczni, jeżeli obie sekcje orkiestry Chrystusa pragną podążać za batutą Chrystusa, jedynego dyrygenta, i jeżeli nigdy nie mają zamiaru poddać się w tym świętym fanatyźmie miłości i lojalności względem Chrystusa, zagrają harmonijnie. Wiemy przecież, że wolą Chrystusa jest harmonia i jedność. Popatrzmy na najbardziej intymny moment życia wewnętrznego Trójcy opisanego w Piśmie św.: modlitwa Chrystusa, najwyższego kapłana, skierowana ku Ojcu, tuż przed śmiercią w Ewangelii Jana 17. Jedność jest tutaj w centrum. Odejście od Chrystusa było główną przyczyną tragicznych podziałów kościoła. Innym słowem na odejście jest “grzech”. Dlatego też, powrót do Chrystusa będzie przyczyną ponownego zjednoczenia. Taka prosta logika. Mógłbym to ująć syllogizmem. Jest to również prosta trzeźwość i świętość. Innym słowem na “powrót do Chrystusa” jest “świętość”.

Kiedy biskupi i teologowie stają się świętymi, wtedy katolicy staną się ewangelikalistami a ewangelikaliści staną się katolikami. Kiedy protestanci i katolicy zostaną świętymi, wtedy będą jednym. Gdyż święty to nic innego jak “alter Christos”, kolejny Chrystus, mały Chrystus, a Chrystus nie jest podzielony. Ciało Chrystusa nie jest podzielone. Kiedy Chrystus przyjdzie przy końcu czasów aby poślubić Swój kościół, nie będzie poligamistą. Kościół nie będzie Jego haremem.

Share this Post

Unity. part 1

wersja polska poniżej


In essentials,

unity;

in non-essentials,

liberty;

in all things,

charity


It was probably St. Augustine, who said these words, long before schisms, disunity and denominational claims and clashes took place among Christians. Since the unity of all believers in Christ is very dear to me, I am always on the lookout for good theology and practicum behind the idea. Few days ago I have found a gem.
Below is the first part of the best lecture I have heard in years on possibility of Christian (Catholic, Orthodox and Protestant) reunion without compromise. It was done by Peter Kreeft, former Calvinist who grew up in a strong evangelical Protestant family, converted to Catholicism and became an apologist, professor of philosophy, author of over 40 books and a very sough after speaker.

I will post parts of it in the next few days.  Here is the first part from the whole article titled “Ecumenism Without Compromise”:

Introduction

I’d like to give a fairly short, fairly formal semi-lecture followed by an interesting discussion about ecumenism.  If we are to witness to the world, the problem is not only the world, the problem is in us.  And the problem in us is not just that we are wicked and foolish, that’s always the case.  We are also split, we’re divided.  We can ignore that, we can be dishonest and compromise our convictions, but obviously that’s not going to do any good.

Is there any hope for reunion?  I am increasingly convinced that there is much more hope than most of us think.  And my hope is based most fundamentally on the fact that the most passionate ecumenist in all of existence is Jesus Christ.  We all know His prayer to His Father just before His Crucifixion in John 17, “That they may be one even as Thou the Father art in me and I in Thee, that they also may be in Us, so that the world may believe.”  He explicitly connects apologetics and ecumenism.  “I in them and Thou in me, that they may become perfectly one, so that the world may know that Thou has sent me and has loved them even Thou hast loved me.”

If you read the first three chapters of 1 Corinthians, you will see that denominationalism was not just a scandal, but absolutely unthinkable and intolerable to St. Paul.  Because denominationalism is not the multiplying of subdivisions in an organization, it’s the amputation of limbs from an organism.  Just as no sane person loves war, so no sane Christian loves the war among Christians that so scandalizes the world and weakens our witness to it.  How could a divided church unify a divided world?  No more than an infected physician can heal himself.  But our divisions seem as intractable as war!

Here are 9 grounds for hope for ecumenical reunion that are commonly given, and not a one of them has worked:

  1. Reasonable compromises.
  2. Understanding and education: the hope that deep down, we’ll find that we don’t really disagree.  That we’re all saying the same thing in different words but just misunderstanding each other.
  3. Mystical experience: if you only have one, you’ll see that the previous point is true.
  4. Tolerance:  like a mutual non-aggression pact.  Why can’t we just get along?
  5. Subjectivism: reduction of THE Truth to “my truth” or “your truth” or “our truth.”
  6. Skepticism:  no one knows the truth anyway.
  7. Rational argument: perhaps we can persuade each other as in a scientific laboratory.
  8. A vague optimism:  Dickon’s Mr. McColbers, “Something will turn up!”
  9. Merely a temporary tactical and pragmatic union to fight a common enemy: an ecumenical jihad.  Good but not enough.  None of these is the golden key to reunion.

wersja polska

W rzeczach istotnych – jedność ,

w rzeczach nieistotnych – wolność,

a we wszystkim – miłość

Prawdopodobnie są to słowa św. Augustyna, który wypowiedział je na długo przed schizmami, podziałami, denominacjalnymi roszczeniami i starciami, które miały miejsce pomiędzy chrześcijanami. Jedność wszystkich wierzących w Chrustusa chrześcijan jest dla mnie ważnym tematem, dlatego zawsze wypatruję zsdrowych przesłanek teologicznych i practicum podtrzymujących tę ideę.  Parę dni temu znalazłam skarb.

Poniżej zamieszczam fragmenty wykładów, które uważam za jedne z najlepszych na jakie natknęłam się w ostatnich latach. Dotyczą one możliwości bezkompromisowego zjednoczenia chrześcijan (katolików, protestantów i prawosławnych).  Autorem jest Peter Kreeft, były kalwinista, wychowany w protestanckiej ewangelikalnej rodzinie, nawrócony na katolicyzm, profesor filozofii, autor ponad 40 książek i poszukiwany wykładowca.

Przez kilka kolejnych dni zamieszczę kolejne fragmenty. Pierwsza część artykułu: “Ecumenism Without Compromise”:

Wstęp

Chciałbym podzielić się krótkim i na wpół formalnym wykładem, po którym nastąpi interesująca dyskusja dotycząca ekumenizmu. Jeżeli mamy być świadectwem dla świata, problemem nie jest tylko świat, lecz problem jest w nas. I ten problem w nas nie opiera się tylko na fakcie, że jesteśmy niegodziwi i niemądrzy, gdyż tak w większości postępujemy. Jesteśmy również podzieleni, rozdarci. Możemy fakt ten ignorować, możemy pójść na kompromis wobec naszych przekonań i być nieszczerzy, lecz jest oczywistym, że na nic to się nie zda.

Czy istnieje nadzieja na ponowne zjednoczenie? Jestem nieustannie pod wrażeniem, że istnieje więcej nadziei na to, niż się nam wydaje. Podstawą mojej nadzieji jet zasadniczo fakt, że najgorliwszym ekumenistą na świecie był Jezus Chrystus. Wszyscy znamy Jego modlitwę skierowaną ku Ojcu tuż przed ukrzyżowaniem, w Ewangelii Jana rozdz.17:“…aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył…” Wyraźnie Jezus łączy w tym fragmencie ekumenizm z apologetyką. “Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.”

W lekturze pierwszych trzech rozdziałów 1 Kor można się przekonać, że denominacjonalizm był nie tylko skandalem, lecz zjawiskiem absolutnie nietolerowanym, wręcz nie do pomyślenia dla Sw. Pawła. Denominacjonalizm nie jest pomnożeniem podstruktur w organizacji, lecz amputacją kończyn w organiźmie. Tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie kocha wojny, tak samo żaden zdroworozsądkowy chrześcijanin nie kocha wojen pomiędzy chrześcijanami, gdyż jest to skandalem w oczach świata i osłabia nasze świadectwo. Czy podzielony kościół może zjednoczyć podzielony świat? Nie bardziej, niż zakażony lekarz może wyleczyć samego siebie. Lecz nasze podziały są tak nierozstrzygalne jak wojna!

Oto 9 płaszczyzn, powszechnie przytaczanych z nadzieją na ekumeniczne połączenie; żadna z nich jednak nie przyniosła dotchczas efektów:

1. Rozsądne kompromisy.

2. Zrozumienie i edukacja: nadzieja, że gdzieś tam w głębi zrozumiemy, że tak naprawdę to nie ma pomiędzy nami odmiennych zdań, że wszyscy mówimy o tym samym, a przyczyną nieporozumień jest poslługiwanie się odmiennym słownictwem.

3. Doświadczenia mistyczne: jeżeli miełeś chociaż jedno, uznasz, że punkt poprzedni jet prawdą.

4. Tolerancja: wspólny pakt o nieagresji. Dlaczego po prostu nie możemy się dogadać?

5. Subiektywizm: redukcja PRAWDY do “mojej prawdy” czy “twojej prawdy” lub do “naszej prawdy”.

6. Sceptycyzm: nikt i tak nie zna prawdy.

7. Argument racjonalny: być może jesteśmy w stanie przekonać się nawzajem w sposób podobny do ltego, jak to się dokonuje w laboratorium naukowym.

8. Nieokreślony bliżej optymizm: “Coś się wymyśli!”

9. Tymczasowa pragmatyczna i taktyczna współpraca zadzierzgnięta w celu walki ze wspólnym wrogiem: ekumeniczny jihad. Dobry, lecz niewystarczający sposób. żaden z tych punktów nie jest złotym środkiem do zjednoczenia.

Share this Post