unity. part 6

The text is taken from Ecumenism without Compromise by Peter Kreeft
wersja polska poniżej, części poprzednie gdzieś na blogu

Recap and Example

Let’s go through the whole thing one more time in a somewhat different way because it’s an apparently an impossible, unbelievable point: this hope for ecumenical reunion without compromise.

Already ecumenism has defied predictions and expectations.  Apparently easy bridges have not been built, for example between Catholics and Orthodox.  While apparently impossible ones have been built, for instance the Catholic-Lutheran agreement on Justification.

In my individual experience I find the same surprising principle to be true.  I often find more mutual understanding between myself and a fundamentalist Southern Baptist who sincerely believes I am worshipping the great whore of Babylon and on my way to Hell, or with a Muslim who uncompromisingly rejects my belief that Christ is Lord as utter pagan blasphemy, than I find with some active Catholic laity, nuns, especially ex-nuns, priests and even bishops!  As fellow Catholics we may agree on more articles of faith than I do with the Protestant or the Muslim, yet I sense we disagree more fundamentally than I do with the Protestant or the Muslim, and not just by personal temperament.
Here’s a mystery and when I try to unravel it, here’s what I came up with.

Let’s begin at the beginning with God, and the nature of God, and the will of God.  God is Love and God wills above all for us all to enter into that Love forever: to incorporate us into the very mystery of the life of the Trinity.  Everything that God does, from banging out the big bang, to incarnating His own Son, to arranging for each and every hair that falls from our head, everything He does is done for that end.  Now with this general and very Heavenly principle in mind, let us look at something very earthly and very particular.

Let’s look at the ecumenical situation in a very local time and place.  Latin America today.  Catholics are complaining that Evangelical, Fundamentalist, and Pentecostal sects are stealing sheep.  Protestant sects are growing and Catholic percentages are declining.  Well, instead of complaining, let’s look deeper at the reality.  Why is this happening?  I think the ultimate reason is because God is Love.  Because God wills to draw all men to Himself.  Because of that spiritual gravity, because nature abhors a vacuum, spiritually as well as physically, and because the Catholic Church has been so remiss in giving God’s children the fullness of the spiritual food that God has given the Church to give out, therefore, the children have been going elsewhere to eat it.

And God has allowed this because God is a good father.  And a good father would rather see his children go away from home and live, than stay home and die.  Of course things are not that simple, of course motives for leaving the Church and joining the sects are many and mixed and some are simply bad, but still I think the main force that’s driving these events is in the realm of the spirit is the Spirit.  When these sheep find little or no Christ in the Catholic Church, whoever’s fault that is, and find Christ more really in a sect, more really objectively and not just subjectively, and certainly not just emotionally, then they’re moving closer to and not farther from the fullness of the Catholic faith.  They may have left the Eucharist, the real presence of Christ in the Catholic Church, and that is the fullest presence of Christ in this world, but they did not know the Person who is present there, and whose body they ate with their bodies, but not with their souls.

When these starving sheep leave home to find the manna of Christ in the sects, they are learning the lesson one that should have learned as Catholics but didn’t.  And that lesson one is the only possible foundation for lesson two and three and four.  That is, the fullness of the faith that the Catholic Church has, the building, rests on one foundation.  As Catholics, these people may have gotten the real presence of Christ in the Eucharist, but they didn’t get the real presence of Christ in their hearts and in their lives.  They got the upper stories of the Catholic skyscrapers, but not the foundation.  Not the faith and the hope and the love relationship with Christ as Lord and Savior.  Therefore, in order to become good Catholics, they must first become good Protestants.

 

Podsumowanie i Przykład

Przejdźmy przez nasz tok myślenia jeszcze raz w nieco inny sposób, gdyż jest to prawdopodobnie niemożliwe i trudne do uwierzenia, aby nadzieja na jedność ekumeniczną oparta była na bezkompromisowości.

Sam ekumenizm definiuje założenia i oczekiwania. Okazuje się, że biorąc pod uwagę np. katolików i prawosławnych, to można stwierdzić, że nie istnieją żadne proste mosty połączeń . Okazuje się także, że mosty niemożliwe do wyobrażenia zostały już zbudowane, dla przykładu podajmy porozumienie katolicko luterańskie na temat usprawiedliwienia.

W moim osobitym doświadczeniu znajduję również te same zaskakujące zasady. Często znajduję więcej wspólnego zrozumienia z fundamentalistycznym południowym baptystą, który szczerze wierzy, że czczę wielką nierządnicę Babilonu i zdążam do piekła, lub z muzułmaninem, który bez dwóch zdań odrzuca moją wiarę w Chrystusa jako Pana określając ją jako pogańskie bałwochwalstwo, niż mógłbym znaleźć pośród aktywnego laikatu katolickiego, wśród zakonnic, szczególnie byłych zakonnic, księży a nawet biskupów! Wielokroć będąc pośród braci katolików jestem w stanie zgodzić się z nimi na więcej artykułów wiary, niż z protestantem lub muzułmaninem, lecz odczuwam z nimi większą niezgodę niż z protestantem czy muzułmaninem, i nie dotyczy ona tylko temperamentu osobistego. I oto tu leży tajemnica, a kiedy próbuję ją zrozumieć, oto do czego dochodzę.

Zacznijmy od samego Boga, Jego natury i Jego woli. Bóg jest miłością i pragnie ponad wszystko, abyśmy wkroczyli w Jego miłość: abyśmy zostali włączeni w samo misterium życia Trójcy. I wszystko, co czyni Bóg, zdąża do tego jednego końca: od wybuchu big bang, przez wcielenie własnego Syna, po ułożenie każdego włosa, który spada nam z głowy.  Przyjmując takie ogólne i niebiańskie założenie, spójrzmy teraz na coś bardziej ziemskiego i szczególnego.

Przyjrzyjmy się sytuacji ekumenizmu w konkretnym czasie i miejscu, a mianowicie we współczesnej Ameryce Płd. Katolicy narzekają, że ich procent umniejsza się. Zamiast narzekać, spójrzmy głębiej na rzeczywistość. Dlaczego się właśnie tak dzieje? Myślę, że główną przyczyną jest sam Bóg, który jest Miłością. Gdyż Bóg pragnie przyciągać ludzi do Siebie. Z powodu tej właśnie duchowej grawitacji, z powodu tego, że ludzka natura nienawidzi próżni, duchowej i fizycznej, i z powodu tego, że kościół katolicki odpuścił sobie w dziedzinie przekazu pełni duchowej Bożym dzieciom, dlatego dzieci zaczęły chodzić gdzie indziej, aby się pożywić.

Bóg zezwala na to, gdyż jest dobrym ojcem. A dobry ojciec chciałby raczej, aby jego dzieci odeszły z domu i żyły, niż zostały w domu i umarły. Oczywiście, że nie jest to takie proste; oczywiście, że odchodzenie od kościoła i przyłączanie się do sekt ma różne i wielorakie podłoże i niektóre z nich są po prostu złe, lecz cały czas myślę, że główną przyczyną, dla których się to dzieje w duchu jest sam Duch. Kiedy owce te znajdują mało lub niewiele Chrystusa w kościele katolickim, bez względu na to, czyja jest to wina, a znajdują Chrystusa bardzieh w sektach, bardziej w sposób obiektywny, niż subiektywny, a na pewno nie wyłącznie emocjonalny, to wtedy zbliżają się oni tak na prawdę do pełni kościoła katolickiego, zamiast się od niej oddalać. Może zostawili oni Eucharystię, prawdziwą obecność Chrystusa w kościele katolickim, a jest to najpełniejsza obecność Chrystusa w świecie, lecz wcześniej nie znali oni Osoby tam obecnej, a przyjmując Go ciałem nie przyjmowali Go duszą.

Kiedy te wygłodzone owce zostawią dom aby znaleźć mannę Chrystusa w sektach, uczą się pierwszej lekcji, której powinni się nauczyć jako katolicy, lecz jej się nie nauczyli. A ta pierwsza lekcja jest jedynym możliwym fundamentem do lekcji drugiej i trzeciej i czwartej. Pełnia wiary kościoła katolickiego jest oparta na tym fundamencie. Jako katolicy, ludzie ci być może przyjęli prawdziwą obecność Chrystusa w Eucharystii, lecz nie przyjęli prawdziwej obecności Chrystusa w swych sercach i życiu. Weszli oni na wyższe piętra katolickich drapaczy chmur, lecz nie zaliczyli fundamentów. Zabrakło wiary, nadzieji i miłości w relacji z Chrystusem jako Panem i Zbawicielem. Dlatego też, aby zostać dobrymi katolikami, muszą najpierw stać się dobrymi Protestantami.

 

 

Share this Post

Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Change )

Google+ photo

You are commenting using your Google+ account. Log Out / Change )

Connecting to %s