rozlam jest grzechem

rozłam – podział, zwykle na dwa przeciwstawne obozy

rozlamac sie – 1. stać się rozłamanym 2. utracic jednosc

Na pytanie: “Dlaczego powrot do Kosciola Katolickiego wlasnie teraz?” moglabym odpowiedziec prosto: Gdyz zrozumialam, ze to jest wlasnie kosciol, ktory zalozyl nasz Pan Jezus Chrystus 2000 lat temu i ze Jego pragnieniem bylo, aby kosciol ten byl jeden, a nie podzielony na 30 000 (wiem, powtarzam sie jak zdarta plyta…). Jedno z pierwszych nurtujacych pytan, ktore doprowadzily mnie do tej decyzji bylo nastepujace:

Co mial na mysli Pan modlac sie o jednosc kosciola? I pytania towarzyszace:

Czy naprawde mozemy twierdzic, ze nam nie przeszkadza, ze mamy 30 000 denominacji i ze to jest swiadectwem chrzescijanskiej jednosci, aczkolwiek w “roznorodnosci”? Jednym slowem, na czym ta jednosc ma sie opierac?

Czy naprawde mozemy twierdzic, ze coraz to kolejne rozlamy wewnatrz kosciolow i wspolnot doprowadzajace do odejscia i tworzenia oddzielnych “kosciolow” (czasem za przyzwoleniem, z tzw. blogoslawienstwem lidera czy pastora, bo nic innego rozlamu i tak juz nie uratuje), to dzielo Boze i czy przechodzenie nad tym do porzadku dziennego po paru latach (bo nic innego w sumie juz sie nie da zrobic i kolejne jatrzenia spowoduja tylko wiekszy bol i rozdarcie) jest biblijne? Czy “dawanie sobie prawa” do odejscia i rozlamu jest biblijne?

Czy jestemy pewni, ze zamiarem slow Pawla, piszacego pod wplywem Ducha Swietego o Ciele Chrystusa bylo, aby reka nie zgadzala sie z sercem ani noga, lecz kazde z nich twierdzilo, ze “tak nam Pan powiedzial i tak nas poprowadzil?” Skoro Chrystus jest glowa kosciola, czy mozemy trwac w przekonaniu, ze wszystkie “denominacje” sa rownorzedne? Na jakiej podstawie mozemy tak twierdzic, skoro kazda z tych denominacji ma nieco lub zasadniczo inne wyznanie wiary….czyzby sluchali slow tego samego Chrystusa, ktory jest jeden, niepodzielony i mowi tylko prawde? Skad wiec tyle zamieszania teologicznego?

Czy bedziemy udawac, ze nas nie rania i nie raza ciagle rozlamy wewnatrz kosciolow, ktore sa spowodowane glownie niezgoda teologiczna, lub pragnieniem rozpoczecia “wlasnej, namaszczonej poslugi”, co do ktorej ludzie twierdza, ze maja powolanie, otrzymali slowa prorocze, ich potwierdzenia lub inne “niezbite dowody”?

Czy nie mamy dosyc twierdzen typu: “Ludzie pojda tam, gdzie jest zycie”, gdyz tak naprawde wiemy, ze ludzie pojda po prostu tam, gdzie chca i to z bardzo roznych wzgledow?

"A teraz dzieci przedstawia scenke odtwarzajaca rozlam kosciola,
ktory doprowadzil do powstania naszego kosciola"

Przez dlugi czas zylam w swiadomosci, ze jednosc chrzescijan to okazywanie wzajemnego szacunku, organizowanie wspolnych przedsiewziec (od nieformalnych po ogromne parotysieczne konferencje z udzialem wielu chrzescijankich denominacji) ewangelizacyjnych, modlitewnych lub konferencji sluzacych ku zbudowaniu wszystkich kosciolow, wspolpraca w danym regionie geograficznym. Najprostsza formula bylo: Jednoczy nas Bog, jesli wiec zblizamy sie do Niego, zblizamy sie do siebie. Niewazne, ze mielismy rozne koncepcje kosciola, sluzby, roznice teologiczne zacierane byly miloscia i otwartoscia (zeby nie uzyc niemodnego obecnie slowa: tolerancja). Problemy pojawialy sie wtedy, kiedy dochodzilismy do wniosku, ze  jedni sluchajac tego samego Ducha Swietego co inni, dochodzili do innych wnioskow i wg tego ukierunkowywali swoje dzialania. Sytuacja niekiedy stawala sie tak powazna, ze coraz czesciej slyszalo sie stwierdzenia, ze w sumie to niewazne, czy jestesmy jednomyslni, lecz bardziej powinnismy zwracac uwage na zasade: “Kto nie jest przeciwko nam, jest z nami” i jej sie trzymac.

Rozlamow widzialam wiele.  Z reguly rozumiem, ze dzieje sie tak czesto, gdyz lider jakiejs frakcji wewnatrz juz istniejacych struktur ma inne zdanie niz jej glowny przywodca. Czesto czuje sie niezrozumiany, gdyz nie slucha sie tego, co  on “od Boga otrzymal”, rodzi sie brak osobistego zaufania, poczucie odrzucenia lub zwykla zazdrosc i o rozlam juz jest nietrudno. Nie pomaga rowniez to, ze wielu przywodcow/liderow ma za soba podobne historie rozlamowe, ktorych byli bohaterami glownymi lub w ktorych uczestniczyli aktywnie,  jakim wiec glosem autorytatywnym moga byc, skoro ich osobiste “naznaczenie” do nowego dziela bylo tylko ich decyzja indywidualna – no moze poswiadczona przez kilku przyjaciol, posiadajacych takie samo lub podobne rozeznanie w sprawie. Jakie prawo maja wiec teraz do wypowiadania opinii nieprzychylnych w stosunku do ich nastepcow? W kuluarach rozlamow widac jednak zawsze: brak poddania, samowole, pyche, lek przed utrata wplywow, zranienia, gorycz, odrzucenie, egoizm.

Slawetny i do znudzenia przywolywany przyklad sporu Barnaby i Pawla (zwiazanego takze z Markiem) jest obecnie czesto podawany jako biblijny przyklad usprawiedliwiajacy rozlamy. Nie mogli sie dogadac, kazdy mial powolanie, wizje i misje, to sie rozeszli, Pan im blogoslawil…dlaczego my nie moglibysmy? Przyklad ten jest o tyle niefortunny, ze Pawel i Barnaba pozostali nadal w tym samym kosciele; ich opinie co do sposobu poslug byly inne natomiast ich poddanie jednej prawdzie bylo bezsporne. W Biblii nie ma nigdzie wskazowek, ze Jezus wstepujac do nieba zakladal, ze Jego kosciol bedzie skladal sie z wielu denominacji, grup podzielonych w wierze w inne prawdy wiary. W modlitwie J17 Jezus przyrownal jednosc, o ktora sie modlil do jednosci, jaka on ma z Ojcem: doskonalej, stalej i wiecznej, ktorej celem jest swiadczenie swiatu o Bozej milosci.

Pare lat temu ( ze 3 czy 4 chyba) chodzilo mi po glowie slowo “rozlam”. Nie dawalo mi spokoju. Przyznaje sie, ze sieklo mnie, a nawet zdenerwowalo wtedy stwierdzenie “rozlam jest grzechem” . Sieklo mnie dlatego, bo wiedzialam, ze jest to prawda, a zdenerwowalo dlatego, ze to musialam wyczytac u biskupa katolickiego, a jeszcze bardziej dlatego, ze sugerowalo to, ze moge sie mylic, ze trwam w bledzie lub jestem ignorantem do kwadratu. Od tego wiele sie zaczelo.

W nastepnym poscie bedzie o tym czym jednosc kosciola jest, lub czym powinna byc.

Advertisements

unity. part 6

The text is taken from Ecumenism without Compromise by Peter Kreeft
wersja polska poniżej, części poprzednie gdzieś na blogu

Recap and Example

Let’s go through the whole thing one more time in a somewhat different way because it’s an apparently an impossible, unbelievable point: this hope for ecumenical reunion without compromise.

Already ecumenism has defied predictions and expectations.  Apparently easy bridges have not been built, for example between Catholics and Orthodox.  While apparently impossible ones have been built, for instance the Catholic-Lutheran agreement on Justification.

In my individual experience I find the same surprising principle to be true.  I often find more mutual understanding between myself and a fundamentalist Southern Baptist who sincerely believes I am worshipping the great whore of Babylon and on my way to Hell, or with a Muslim who uncompromisingly rejects my belief that Christ is Lord as utter pagan blasphemy, than I find with some active Catholic laity, nuns, especially ex-nuns, priests and even bishops!  As fellow Catholics we may agree on more articles of faith than I do with the Protestant or the Muslim, yet I sense we disagree more fundamentally than I do with the Protestant or the Muslim, and not just by personal temperament.
Here’s a mystery and when I try to unravel it, here’s what I came up with.

Let’s begin at the beginning with God, and the nature of God, and the will of God.  God is Love and God wills above all for us all to enter into that Love forever: to incorporate us into the very mystery of the life of the Trinity.  Everything that God does, from banging out the big bang, to incarnating His own Son, to arranging for each and every hair that falls from our head, everything He does is done for that end.  Now with this general and very Heavenly principle in mind, let us look at something very earthly and very particular.

Let’s look at the ecumenical situation in a very local time and place.  Latin America today.  Catholics are complaining that Evangelical, Fundamentalist, and Pentecostal sects are stealing sheep.  Protestant sects are growing and Catholic percentages are declining.  Well, instead of complaining, let’s look deeper at the reality.  Why is this happening?  I think the ultimate reason is because God is Love.  Because God wills to draw all men to Himself.  Because of that spiritual gravity, because nature abhors a vacuum, spiritually as well as physically, and because the Catholic Church has been so remiss in giving God’s children the fullness of the spiritual food that God has given the Church to give out, therefore, the children have been going elsewhere to eat it.

And God has allowed this because God is a good father.  And a good father would rather see his children go away from home and live, than stay home and die.  Of course things are not that simple, of course motives for leaving the Church and joining the sects are many and mixed and some are simply bad, but still I think the main force that’s driving these events is in the realm of the spirit is the Spirit.  When these sheep find little or no Christ in the Catholic Church, whoever’s fault that is, and find Christ more really in a sect, more really objectively and not just subjectively, and certainly not just emotionally, then they’re moving closer to and not farther from the fullness of the Catholic faith.  They may have left the Eucharist, the real presence of Christ in the Catholic Church, and that is the fullest presence of Christ in this world, but they did not know the Person who is present there, and whose body they ate with their bodies, but not with their souls.

When these starving sheep leave home to find the manna of Christ in the sects, they are learning the lesson one that should have learned as Catholics but didn’t.  And that lesson one is the only possible foundation for lesson two and three and four.  That is, the fullness of the faith that the Catholic Church has, the building, rests on one foundation.  As Catholics, these people may have gotten the real presence of Christ in the Eucharist, but they didn’t get the real presence of Christ in their hearts and in their lives.  They got the upper stories of the Catholic skyscrapers, but not the foundation.  Not the faith and the hope and the love relationship with Christ as Lord and Savior.  Therefore, in order to become good Catholics, they must first become good Protestants.

 

Podsumowanie i Przykład

Przejdźmy przez nasz tok myślenia jeszcze raz w nieco inny sposób, gdyż jest to prawdopodobnie niemożliwe i trudne do uwierzenia, aby nadzieja na jedność ekumeniczną oparta była na bezkompromisowości.

Sam ekumenizm definiuje założenia i oczekiwania. Okazuje się, że biorąc pod uwagę np. katolików i prawosławnych, to można stwierdzić, że nie istnieją żadne proste mosty połączeń . Okazuje się także, że mosty niemożliwe do wyobrażenia zostały już zbudowane, dla przykładu podajmy porozumienie katolicko luterańskie na temat usprawiedliwienia.

W moim osobitym doświadczeniu znajduję również te same zaskakujące zasady. Często znajduję więcej wspólnego zrozumienia z fundamentalistycznym południowym baptystą, który szczerze wierzy, że czczę wielką nierządnicę Babilonu i zdążam do piekła, lub z muzułmaninem, który bez dwóch zdań odrzuca moją wiarę w Chrystusa jako Pana określając ją jako pogańskie bałwochwalstwo, niż mógłbym znaleźć pośród aktywnego laikatu katolickiego, wśród zakonnic, szczególnie byłych zakonnic, księży a nawet biskupów! Wielokroć będąc pośród braci katolików jestem w stanie zgodzić się z nimi na więcej artykułów wiary, niż z protestantem lub muzułmaninem, lecz odczuwam z nimi większą niezgodę niż z protestantem czy muzułmaninem, i nie dotyczy ona tylko temperamentu osobistego. I oto tu leży tajemnica, a kiedy próbuję ją zrozumieć, oto do czego dochodzę.

Zacznijmy od samego Boga, Jego natury i Jego woli. Bóg jest miłością i pragnie ponad wszystko, abyśmy wkroczyli w Jego miłość: abyśmy zostali włączeni w samo misterium życia Trójcy. I wszystko, co czyni Bóg, zdąża do tego jednego końca: od wybuchu big bang, przez wcielenie własnego Syna, po ułożenie każdego włosa, który spada nam z głowy.  Przyjmując takie ogólne i niebiańskie założenie, spójrzmy teraz na coś bardziej ziemskiego i szczególnego.

Przyjrzyjmy się sytuacji ekumenizmu w konkretnym czasie i miejscu, a mianowicie we współczesnej Ameryce Płd. Katolicy narzekają, że ich procent umniejsza się. Zamiast narzekać, spójrzmy głębiej na rzeczywistość. Dlaczego się właśnie tak dzieje? Myślę, że główną przyczyną jest sam Bóg, który jest Miłością. Gdyż Bóg pragnie przyciągać ludzi do Siebie. Z powodu tej właśnie duchowej grawitacji, z powodu tego, że ludzka natura nienawidzi próżni, duchowej i fizycznej, i z powodu tego, że kościół katolicki odpuścił sobie w dziedzinie przekazu pełni duchowej Bożym dzieciom, dlatego dzieci zaczęły chodzić gdzie indziej, aby się pożywić.

Bóg zezwala na to, gdyż jest dobrym ojcem. A dobry ojciec chciałby raczej, aby jego dzieci odeszły z domu i żyły, niż zostały w domu i umarły. Oczywiście, że nie jest to takie proste; oczywiście, że odchodzenie od kościoła i przyłączanie się do sekt ma różne i wielorakie podłoże i niektóre z nich są po prostu złe, lecz cały czas myślę, że główną przyczyną, dla których się to dzieje w duchu jest sam Duch. Kiedy owce te znajdują mało lub niewiele Chrystusa w kościele katolickim, bez względu na to, czyja jest to wina, a znajdują Chrystusa bardzieh w sektach, bardziej w sposób obiektywny, niż subiektywny, a na pewno nie wyłącznie emocjonalny, to wtedy zbliżają się oni tak na prawdę do pełni kościoła katolickiego, zamiast się od niej oddalać. Może zostawili oni Eucharystię, prawdziwą obecność Chrystusa w kościele katolickim, a jest to najpełniejsza obecność Chrystusa w świecie, lecz wcześniej nie znali oni Osoby tam obecnej, a przyjmując Go ciałem nie przyjmowali Go duszą.

Kiedy te wygłodzone owce zostawią dom aby znaleźć mannę Chrystusa w sektach, uczą się pierwszej lekcji, której powinni się nauczyć jako katolicy, lecz jej się nie nauczyli. A ta pierwsza lekcja jest jedynym możliwym fundamentem do lekcji drugiej i trzeciej i czwartej. Pełnia wiary kościoła katolickiego jest oparta na tym fundamencie. Jako katolicy, ludzie ci być może przyjęli prawdziwą obecność Chrystusa w Eucharystii, lecz nie przyjęli prawdziwej obecności Chrystusa w swych sercach i życiu. Weszli oni na wyższe piętra katolickich drapaczy chmur, lecz nie zaliczyli fundamentów. Zabrakło wiary, nadzieji i miłości w relacji z Chrystusem jako Panem i Zbawicielem. Dlatego też, aby zostać dobrymi katolikami, muszą najpierw stać się dobrymi Protestantami.

 

 

Share this Post

jeden kościół?

Większość osób przechodzących z kościoła katolickiego do innego kościoła chrześcijańskiego, staje przed problemem określenia swojej tożsamości odzwierciedlającej przynależność do określonej formacji duchowej. W końcu wyjście z kościoła szczycącego się największą liczbą członków na ziemi oraz najdłuższym nieprzerwanym okresem istnienia, to nie byle co!

Ci, którzy postrzegają kościół katolicki jako Babilon (przyczyny odejścia są więc bardziej teologiczne), mogą odetchnąć z ulgą, gdyż wydostanie się spod religijnej zwierzchności daje im poczucie niezależności (w końcu stoi przecież jak byk, że Duch św. we wszystkim nas pouczy i nie potrzebujemy innych mądrali:

1 J 2,27

Co do was, to namaszczenie,
które otrzymaliście od Niego, trwa w was
i nie potrzebujecie pouczenia od nikogo,
ponieważ Jego namaszczenie poucza was o wszystkim.).

Ci, którzy zostali zewangelizowani przez braci odłączonych, ale w kościele bywali z okazji chrztów i ślubów, nie przeżywają wielkich micyji, tylko cieszą się, że w końcu są zbawieni i mogą świadomie przeżywać swoją wiarę.

Ci, którzy chyłkiem prześlizgnęli się do jakiegoś niekatolickiego chrześcijańskiego kościoła lokalnego, najczęściej ze względu na znalezienie odpowiedzi na swoje problemy czy pytania, są najczęściej pocieszani twierdzeniami, iż kościół jest tam, gdzie dwaj albo trzej gromadzą się w Jego imię. No i że kościół to my, a nie instytucje czy budynki, i że wszyscy świadomi (nowo narodzeni) chrześcijanie są członkami kościoła Jezusa. I po krzyku.

reszta tu

Share this Post

unity.part 4

wersja polska poniżej

part 1 part 2 part 3

A Surprising Clue

But reunion without compromise between Catholics and Protestants still seems impossible.  Yet, here’s a surprising clue that it may be possible after all: the main point of what I said in the last few minutes “Jesus only,” “the all sufficiency of Christ,” that’s the essential Protestant point and it was just made by me, a Catholic.

That point seems to be an essential dividing point for Catholicism seems to Protestants to violate that point.  Catholicism seems to Protestants to be “Christ plus paganism,” “the Ark plus the barnacles,” or “Christ plus many human traditions and historical accretions,” “Christ plus the pope,” “Christ plus Mary,” whatever.  The most serious Protestant objection to Catholicism as a religion, not just as a theology, is that it violates the scriptural teaching of the all sufficiency of Christ, the teaching that there is one mediator between God and man, the man Christ Jesus.

To Protestants, Catholicism seems to add other mediaries, other intermediaries between man and Christ: Mary, the saints, the Church, Sacraments, priests, human traditions.

But I suggest that if Protestants make just one single adjustment in their vision, they will see the possibility of reunion.  Not just theologically, but more deeply religiously and spiritually, without any compromise at all.  And that one adjustment is not to see Christ in any different way at all, but to see the Church in a different way.  Not as an obstacle between us and Christ, not even as an intermediary between us and Christ, but as the very body of Christ Himself.

And why would they make that adjustment?  Well, which of these two concepts of the Church is the scriptural way of seeing it?  Come on, answer honestly.  You read the Bible and isn’t the Bible the supreme authority for any Protestant?  Once Protestants see the Church’s identity, they can love her instead of fearing her because the body of Christ is Christ as your body is you.  It’s not an alien, it’s not an obstacle.  How can your own body be an obstacle?  How Gnostic!  The body is not your prison house, or your coffin, or your punishment.  It’s not even your tool, or your clothing, or your house.  It’s not This Old House.  It’s you.  Although it’s not the whole you.  It’s not your head, or your soul.  The same is true of Christ’s body which is what the New Testament calls the Church.  It is Christ.  Though it’s not the whole Christ.  He is her head.  And the Holy Spirit is her soul.

Protestants will not and should not stop protesting against the Catholic Church until they see the totally Christocentric character of her and all her teachings.  Sometimes, the understanding of the Church’s Christocentrism can be the key to understanding the Christocentric nature of each of the Church’s teachings.  And sometimes, it works the other way around.  Doctrine by doctrine, yielding its Christocentric treasure at the heart as it is more deeply explored and understood.  As Christ the teacher appears at the heart of each of the Church’s teachings.  I know a number of Protestants who have read the Church’s new Catechism and had been amazed at how consistently Christocentric everything in it is.  And unless Protestants see this, how could they think of reunion with Catholics?  And how can they see this, unless Catholics show it to them?  And how can Catholics show it to them, unless they see it themselves?  And how can they see it, unless they have a teacher, a preacher?  As it is written, “How beautiful upon the mountains are the feet of them that preach the good news.”

In this light, it seems to me, clearly Providential that God has raised up for our time, the time of the end of the second millennium, the millennium of Christian disunity, and the beginning of the third millennium, hopefully the millennium of Christian re-unity, has raised up John Paul the Great.  The most Christocentric pope of modern times, probably of all times.  The most ecumenical pope of all times, and yet one who is totally and traditionally and enthusiastically Catholic.  Is the pope Catholic?  There have been times in the Church’s dark history when that joke was not funny.  Today it’s funny.

Taken from Ecumenism without compromise by Peter Kreeft

Zaskakująca wskazówka

Bezkompromisowe zjednoczenie protestantów i katolików nadal wydaje się jednak niemożliwe. Lecz tutaj właśnie znajdujemy zaskakującą wskazówkę, która jest w stanie umożliwić ponowne połączenie: główny punkt, o którym mówiłem w ostatnich minutach, “tylko Jezus”,  “samowystarczalność Jezusa”, jako istotny punkt protestancki, a ja – katolik właśnie go poruszam.

Kwestia ta wydaje się być zasadniczym punktem dzielącym, gdyż katolicyzm wg protestantów zaburza ten stan. Katolicyzm wydaje się dla protestantów być “Chrystusem z dodatkiem pogaństwa”, “arką z dolepionymi skorupiakami”, czy “Chrystusem z ludzkimi tradycjami i historycznymi nawarstwieniami”, “Chrystusem z papieżem”, “Chrystusem z Maryją” itp. Głównym zarzutem protestanckim co do religii katolickiej, nie tylko jako teologii, jest naruszenie biblijnego nauczania na temat samowystarczalności Chrystusa i wyłączności pośrednictwa Jezusa Chrystusa pomiędzy Bogiem a czlowiekiem.

Dla protestantów katolicyzm wydaje się dorzucać innych pośredników pomiędzy czlowiekiem a Chrystusem: Maryję, świętych, kościół, sakramenty, księży, tradycje ludzkie.

Lecz pozwolę sobie zasugerować protestantom jedną korektę do ich sposobu postrzegania, dzięki której ujrzą możliwość zjednoczenia. Nie tylko w sensie teologicznym, lecz w głębszym religijnym i duchowym, bez wymaganych żadnych kompromisów. Zmiana ta nie dotyczy postrzegania Chrystusa w innym świetle, lecz postrzegania kościoła na nowy sposób. Mianowicie nie jako przeszkody stojącej pomiędzy nami a Chrystusem, nie jako pośrednika pomiędzy nami  a Chrystusem, lecz jako prawdziwego ciała samego Chrystusa.

Dlaczego mieliby oni przystać na taką zmianę? Zauważmy, która z tych dwóch koncepcji kościoła jest obrazem biblijnym? Bądźmy przy tym szczerzy. Czytasz Biblię i czyż nie jest ona najwyższym autorytetem dla każdego protestanta? Kiedy protestanci ujrzą charakter kościoła, zaczną go kochać zamiast się go bać, gdyż ciało Chrystusa jest Chrystusem, tak jak twoje ciało jest tobą. Nie jest kimś obcym, ani nie jest przeszkodą. Jak twoje własne ciało mogłoby być przeszkodą? Byłaby to gnoza! Twoje ciało nie jest więzieniem, trumną czy też karą. Nie jest nawet twoim narzędziem, odzieniem, czy mieszkaniem. Jest tobą. Jakkolwiek nie pełnią ciebie. Nie jest twoją głową lub duszą. Taka sama prawda może być powiedziana o ciele Chrystusa, które w Nowym Testamencie jest nazwane kościołem. Kościół to Chrystus. Jakkolwiek to nie pełnia Chrystusa. On jest jego głową, a Duch święty jest jego duszą.

Prostestanci nie przestaną i nie powinni protestować przeciwko kościołowi katolickiemu dopóki nie ujrzą całkowicie chrystocentrycznego charakteru i całego nauczania kościoła. Niekiedy zrozumienie chrystocentryzmu kościoła może być kluczem do zrozumienia chrystocentrycznej natury całego nauczania w kościele katolickim. Niekiedy również działa to w drugą stronę. Rozważając w sercu dogmat po dogmacie, poddając go chrystocentrycznej zasadzie, dochodzi się do głębszego zrozumienia. Chrystus nauczyciel staje się widoczny w sercu każdego nauczania kościoła. Znam wielu protestantów, którzy po przeczytaniu katechizmu kościoła katolickiego ze zdziwieniem ujrzeli chrystocentryczną konsekwencję wszystkiego, co tam zawarte.  A jakże protestanci mieliby myśleć o zjednoczeniu z katolikami, jeżeli tego nie ujrzą? A jakże katolicy mieliby na to wskazać, skoro sami tego nie widzą? A jakże mieliby to ujrzeć, skoro nie mają nauczyciela, kaznodzieji? Jak jest napisane: “Jak piękne stopy tych, którzy zwiastują dobrą nowinę!

Ujmując to zagadnienie w tym świetle, wydaje mi się, że w sposób opatrznościowy sam Bóg spowodował, że w naszych czasach końca drugiego milenium, które charakteryzowało się podziałem, i na początku trzeciego milenium, z nadzieją na milenium zjednoczenia chrześcijańskiego, Bóg powołał Jana Pawła Wielkiego. Najbardziej chrystocentrycznego papieża czasów współczesnych, a prawdopodobnie w całej historii. Najbardziej otwartego na ekumenię, a jednocześnie całkowicie tradycyjnego i entuzjastycznie katolickiego.  Czy papież jest katolikiem? W ciemnych fragmentach historii kościoła bywało, że taki żart nie był wcale śmieszny. Dzisiaj jest.

Share this Post

Unity. part 1

wersja polska poniżej


In essentials,

unity;

in non-essentials,

liberty;

in all things,

charity


It was probably St. Augustine, who said these words, long before schisms, disunity and denominational claims and clashes took place among Christians. Since the unity of all believers in Christ is very dear to me, I am always on the lookout for good theology and practicum behind the idea. Few days ago I have found a gem.
Below is the first part of the best lecture I have heard in years on possibility of Christian (Catholic, Orthodox and Protestant) reunion without compromise. It was done by Peter Kreeft, former Calvinist who grew up in a strong evangelical Protestant family, converted to Catholicism and became an apologist, professor of philosophy, author of over 40 books and a very sough after speaker.

I will post parts of it in the next few days.  Here is the first part from the whole article titled “Ecumenism Without Compromise”:

Introduction

I’d like to give a fairly short, fairly formal semi-lecture followed by an interesting discussion about ecumenism.  If we are to witness to the world, the problem is not only the world, the problem is in us.  And the problem in us is not just that we are wicked and foolish, that’s always the case.  We are also split, we’re divided.  We can ignore that, we can be dishonest and compromise our convictions, but obviously that’s not going to do any good.

Is there any hope for reunion?  I am increasingly convinced that there is much more hope than most of us think.  And my hope is based most fundamentally on the fact that the most passionate ecumenist in all of existence is Jesus Christ.  We all know His prayer to His Father just before His Crucifixion in John 17, “That they may be one even as Thou the Father art in me and I in Thee, that they also may be in Us, so that the world may believe.”  He explicitly connects apologetics and ecumenism.  “I in them and Thou in me, that they may become perfectly one, so that the world may know that Thou has sent me and has loved them even Thou hast loved me.”

If you read the first three chapters of 1 Corinthians, you will see that denominationalism was not just a scandal, but absolutely unthinkable and intolerable to St. Paul.  Because denominationalism is not the multiplying of subdivisions in an organization, it’s the amputation of limbs from an organism.  Just as no sane person loves war, so no sane Christian loves the war among Christians that so scandalizes the world and weakens our witness to it.  How could a divided church unify a divided world?  No more than an infected physician can heal himself.  But our divisions seem as intractable as war!

Here are 9 grounds for hope for ecumenical reunion that are commonly given, and not a one of them has worked:

  1. Reasonable compromises.
  2. Understanding and education: the hope that deep down, we’ll find that we don’t really disagree.  That we’re all saying the same thing in different words but just misunderstanding each other.
  3. Mystical experience: if you only have one, you’ll see that the previous point is true.
  4. Tolerance:  like a mutual non-aggression pact.  Why can’t we just get along?
  5. Subjectivism: reduction of THE Truth to “my truth” or “your truth” or “our truth.”
  6. Skepticism:  no one knows the truth anyway.
  7. Rational argument: perhaps we can persuade each other as in a scientific laboratory.
  8. A vague optimism:  Dickon’s Mr. McColbers, “Something will turn up!”
  9. Merely a temporary tactical and pragmatic union to fight a common enemy: an ecumenical jihad.  Good but not enough.  None of these is the golden key to reunion.

wersja polska

W rzeczach istotnych – jedność ,

w rzeczach nieistotnych – wolność,

a we wszystkim – miłość

Prawdopodobnie są to słowa św. Augustyna, który wypowiedział je na długo przed schizmami, podziałami, denominacjalnymi roszczeniami i starciami, które miały miejsce pomiędzy chrześcijanami. Jedność wszystkich wierzących w Chrustusa chrześcijan jest dla mnie ważnym tematem, dlatego zawsze wypatruję zsdrowych przesłanek teologicznych i practicum podtrzymujących tę ideę.  Parę dni temu znalazłam skarb.

Poniżej zamieszczam fragmenty wykładów, które uważam za jedne z najlepszych na jakie natknęłam się w ostatnich latach. Dotyczą one możliwości bezkompromisowego zjednoczenia chrześcijan (katolików, protestantów i prawosławnych).  Autorem jest Peter Kreeft, były kalwinista, wychowany w protestanckiej ewangelikalnej rodzinie, nawrócony na katolicyzm, profesor filozofii, autor ponad 40 książek i poszukiwany wykładowca.

Przez kilka kolejnych dni zamieszczę kolejne fragmenty. Pierwsza część artykułu: “Ecumenism Without Compromise”:

Wstęp

Chciałbym podzielić się krótkim i na wpół formalnym wykładem, po którym nastąpi interesująca dyskusja dotycząca ekumenizmu. Jeżeli mamy być świadectwem dla świata, problemem nie jest tylko świat, lecz problem jest w nas. I ten problem w nas nie opiera się tylko na fakcie, że jesteśmy niegodziwi i niemądrzy, gdyż tak w większości postępujemy. Jesteśmy również podzieleni, rozdarci. Możemy fakt ten ignorować, możemy pójść na kompromis wobec naszych przekonań i być nieszczerzy, lecz jest oczywistym, że na nic to się nie zda.

Czy istnieje nadzieja na ponowne zjednoczenie? Jestem nieustannie pod wrażeniem, że istnieje więcej nadziei na to, niż się nam wydaje. Podstawą mojej nadzieji jet zasadniczo fakt, że najgorliwszym ekumenistą na świecie był Jezus Chrystus. Wszyscy znamy Jego modlitwę skierowaną ku Ojcu tuż przed ukrzyżowaniem, w Ewangelii Jana rozdz.17:“…aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył…” Wyraźnie Jezus łączy w tym fragmencie ekumenizm z apologetyką. “Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.”

W lekturze pierwszych trzech rozdziałów 1 Kor można się przekonać, że denominacjonalizm był nie tylko skandalem, lecz zjawiskiem absolutnie nietolerowanym, wręcz nie do pomyślenia dla Sw. Pawła. Denominacjonalizm nie jest pomnożeniem podstruktur w organizacji, lecz amputacją kończyn w organiźmie. Tak jak nikt przy zdrowych zmysłach nie kocha wojny, tak samo żaden zdroworozsądkowy chrześcijanin nie kocha wojen pomiędzy chrześcijanami, gdyż jest to skandalem w oczach świata i osłabia nasze świadectwo. Czy podzielony kościół może zjednoczyć podzielony świat? Nie bardziej, niż zakażony lekarz może wyleczyć samego siebie. Lecz nasze podziały są tak nierozstrzygalne jak wojna!

Oto 9 płaszczyzn, powszechnie przytaczanych z nadzieją na ekumeniczne połączenie; żadna z nich jednak nie przyniosła dotchczas efektów:

1. Rozsądne kompromisy.

2. Zrozumienie i edukacja: nadzieja, że gdzieś tam w głębi zrozumiemy, że tak naprawdę to nie ma pomiędzy nami odmiennych zdań, że wszyscy mówimy o tym samym, a przyczyną nieporozumień jest poslługiwanie się odmiennym słownictwem.

3. Doświadczenia mistyczne: jeżeli miełeś chociaż jedno, uznasz, że punkt poprzedni jet prawdą.

4. Tolerancja: wspólny pakt o nieagresji. Dlaczego po prostu nie możemy się dogadać?

5. Subiektywizm: redukcja PRAWDY do “mojej prawdy” czy “twojej prawdy” lub do “naszej prawdy”.

6. Sceptycyzm: nikt i tak nie zna prawdy.

7. Argument racjonalny: być może jesteśmy w stanie przekonać się nawzajem w sposób podobny do ltego, jak to się dokonuje w laboratorium naukowym.

8. Nieokreślony bliżej optymizm: “Coś się wymyśli!”

9. Tymczasowa pragmatyczna i taktyczna współpraca zadzierzgnięta w celu walki ze wspólnym wrogiem: ekumeniczny jihad. Dobry, lecz niewystarczający sposób. żaden z tych punktów nie jest złotym środkiem do zjednoczenia.

Share this Post